Czy warto iść do sądu z mobbingiem?

Karolina Sikorska        08 listopada 2019        Komentarze (0)

Zawsze, kiedy spotykam się z Klientem skarżącym się na doświadczanie mobbingu, pada jedno magiczne pytanie.

Czy warto iść do Sądu?

Ja zawsze odpowiadam, że TAK 🙂 i bynajmniej nie dlatego, że ja będę mieć pracę 🙂

Dlatego, że nawet jeśli nie wszystko pójdzie po Twojej myśli, to walczysz! walczysz o swoją godność i o swoje życie. A na sali dzieją się rzeczy tak dziwne, o jakich nie śniło się filozofom.

Dzisiaj mam dla Ciebie wywiad z Panią Joanną Koczaj-Dyrdą, która pozwała Ministerstwo Zdrowia. Wygrała! Wywiad ukazał się na portalu Go work – a u mnie jest przedruk.

***

„Byłam nękana i poniżana, obrażano moją rodzinę – opowiada urzędniczka Ministerstwa Zdrowia Joanna Koczaj-Dyrda w rozmowie z serwisem GoWork.pl. – Mimo wygranej w sądzie I instancji czuję się zmuszona do odejścia, bo przełożeni nadal traktują mnie jak trędowatą. Za to żadnej z osób napiętnowanych przez sąd nie spadł włos z głowy, wszyscy mają się jak pączki w maśle. Główny sprawca mojego nieszczęścia decyzją ministra został przeniesiony na stanowisko radcy prawnego do podległej instytucji, drugi – awansował. Inna osoba nadal sprawuje wysokie kierownicze stanowisko w resorcie.

Nagłośniła Pani mobbing w Ministerstwie Zdrowia, wygrała proces z resortem w pierwszej instancji. Sąd przyznał Pani odszkodowanie i nakazał ministerstwu przeprosiny. Czuje się Pani bohaterką?

– Wręcz przeciwnie. Jestem sfrustrowana.

Jak to?

– Mimo wygranej w sądzie, mam poczucie całkowitej klęski. Zamierzam odejść z resortu. Poszłam do sądu, bo nie mogłam znieść, że w jednej z najważniejszych instytucji w naszym kraju ludźmi pomiata jeden człowiek pozbawiony jakichkolwiek zahamowań wraz z garstką współpracowników.

Wierzyłam, że jestem w stanie coś zmienić, że stając z otwartą przyłbicą, pomogę oczyścić ministerstwo z patologii. Wygrałam na sali sądowej, ale w prawdziwym życiu górą okazała się bezduszna instytucja. Przełożeni robili wszystko, żeby mnie zmęczyć, zniechęcić i zmusić do odejścia. Niestety dopięli swego.

Nie przesadza Pani? Może miała Pani zbyt wysokie oczekiwania.

– Chciałam być tylko traktowana fair, nic więcej. Jestem osobą aktywną i zaangażowaną, we wszystko, co robię, wkładam serce. Liczyłam, że będę mogła uczciwie pracować, wykorzystując swoje doświadczenie i kompetencje. A po wystąpieniu na drogę sądową i wygranym procesie spotkał mnie ostracyzm. Jestem radcą prawnym, co brzmi poważnie, ale w praktyce nie dostaję żadnych realnych zadań, mam jedną z najniższych pensji. Przełożeni w ministerstwie traktują mnie jak trędowatą. Wygrana w sądzie niczego nie zmieniła.

Czy to znaczy, że nie wystąpiłaby Pani ponownie przeciwko ministerstwu, gdyby dało się cofnąć czas?

– Pewnie bym wystąpiła, bo czułam, że nie można dawać przyzwolenia na takie traktowanie ludzi. Ale prawda jest taka, że walka z nękaniem w miejscu pracy jest gehenną dla ofiary. Na końcu człowiek zostaje z tym wszystkim sam. Koledzy i koleżanki z pracy dzwonili do mnie wieczorami, mieliśmy wielogodzinne rozmowy o sytuacji w resorcie, ale następnego dnia, gdy przychodziłam do ministerstwa, ludzie odwracali na mój widok głowy. Gdy widzieli mnie na parkingu, przechodzili na drugą stronę ulicy albo wiązali buty. Czułam się jak pijak, od którego ludzie odsuwają się w tramwaju.

Traumatycznym przeżyciem jest też sam proces: nazwisko na wokandzie, spotkania twarzą w twarz z oprawcami i ich pomocnikami. Na mojej rozprawie zjawiły się osoby, z którymi nie miałam żadnego kontaktu w resorcie, które widziałam pierwszy raz na oczy, i które składały obciążające mnie zeznania. W kilku różnych toczących się procesach, wytoczonych także przez samych mobberów, znaleźli się też pracownicy, którzy byli naocznymi świadkami znęcania się lecz mimo wcześniejszych deklaracji i wręcz odgrażania się – na sali sądowej zeznawali, że nic nie wiedzieli.

A przecież oni sami byli ofiarami przemocy ze strony swoich przełożonych i to także w ich interesie leżała słuszna ochrona swoich praw. Potem niektórzy tłumaczyli się, że nie mogli powiedzieć prawdy z różnych powodów, które sprowadzały się do obawy o utratę pracy. Inni po prostu omijali mnie szerokim łukiem nie chcąc, by ktokolwiek ich ze mną widział. Przykładem takiej osoby jest wieloletnia sekretarka, która przez otwarte drzwi była naocznym świadkiem awantur, krzyków i obelg, a w sądzie zeznała, że niczego nie widziała.

Sprawę znęcania się nad pracownikami Ministerstwa Zdrowia zgłosiłam do prokuratury. Niektórzy pracownicy spośród powołanych przeze mnie na świadków w tej sprawie najpierw mówili, że przyjdą zeznawać, a w ostatniej chwili się wycofywali.

Sąd w wydanym wyroku uznał, że w ministerstwie naruszono Pani dobre imię, godność i reputację zawodową. Co to właściwie oznacza?

– Bycie ofiarą mobbingu nie musi oznaczać, że ktoś kogoś uderzył czy zwyzywał. Często chodzi o długotrwały, złożony proces, który niszczy człowieka i rzutuje na wszystkie sfery, włącznie ze zdrowiem i życiem prywatnym.

W moim przypadku to była suma najróżniejszych zdarzeń, począwszy od braku zgody na udział w aplikacji radcowskiej, bezprawne potrącanie wynagrodzeń, a skończywszy na krzykach, obrażaniu, czy nakazie pracy w weekendy.

Jeśli powiem, że uporczywie tropiono długość moich przerw, drobiazgowo sprawdzano, o której wracam z aplikacji do ministerstwa, ile czasu spędzam w biurze, to ktoś powie, że przecież nie ma w tym nic nadzwyczajnego, bo praca to nie wakacje.

Ale jeśli człowiek jest tak zestresowany, że na aplikacji radcowskiej siedzi z duszą na ramieniu w obawie przed tym, co jego prześladowcy tym razem wymyślą, jeśli pojawiają się poważne problemy zdrowotne powodowane stresem i trzeba zacząć uczęszczać do psychologa, to naprawdę nie jest dobrze. A tak było w moim przypadku.

Byłam poniżana w obecności innych pracowników, obrażano moją rodzinę, stawiano mi zadania niemożliwe do spełnienia, zarzucano, że podczas wyjazdu na kontrolę na Śląsk zrobiłam sobie przerwę na toaletę w McDonaldzie, odmawiano mi prawa do wypoczynku po powrocie z kontroli na Śląsku o godzinie 2.00 w nocy.

Większość tych sytuacji z osobna pewnie mogłaby znaleźć jakieś usprawiedliwienie, ale ich suma, metodyczność mogą wykończyć człowieka. Smutne jest to, że do takich rzeczy dochodziło nie w jakiejś przypadkowej, prywatnej firmie, ale w Ministerstwie Zdrowia, czyli miejscu odpowiedzialnym za zdrowie ludzi!

Jak takie nękanie w miejscu pracy przekłada się na życie prywatne?

– Rodzina i znajomi po jakimś czasie zaczynają mieć dość. Dzieci chcą mieć normalną matkę, mąż – żonę, a znajomi boją się, że każde spotkanie zamieni się w narzekania na pracę. Mobbing niszczy życie ofiary we wszystkich wymiarach.

Co się stało z osobami, które Panią nękały?

– To jest w tym wszystkim najsmutniejsze. Główny sprawca mojego nieszczęścia decyzją byłego ministra zdrowia prof. Mariana Zembali został przeniesiony na stanowisko radcy prawnego do jednej z instytucji podległych szefowi resortu. Drugi urzędnik trafił na wysokie stanowisko kierownicze w innym urzędzie podległym ministrowi. W sensie formalnym i faktycznym awansował. Inna osoba nadal sprawuje wysokie kierownicze stanowisko w resorcie.

Żadnej z osób napiętnowanych przez sąd nie spadł włos z głowy, wszyscy mają się jak pączki w maśle. Wręcz awansowali i to jeszcze na stanowiska kierownicze, na których nadal zarządzają ludźmi! To niesprawiedliwe i ma bardzo negatywny wydźwięk społeczny. Przestaje dziwić to, że nękani pracownicy nie reagują na krzywdę swoją i kolegów z pracy.

Dlaczego tych ludzi nie spotkały żadne konsekwencje?

– Bo na rynku jest zapotrzebowanie na mobberów. Po prostu. Firmy i instytucje szukają ludzi brutalnych i bezwzględnych. Zwłaszcza tam, gdzie mają miejsce nadużycia, które trzeba ukryć.

W administracji publicznej odbywa się to za pieniądze publiczne, czyli my wszyscy to finansujemy. Niestety także prawo nie stoi dziś po stronie ofiary. Z tego powodu przygniatająca większość spraw sądowych dotyczących mobbingu kończy się porażką osoby nękanej. Taką osobę bardzo łatwo w sądzie zdyskredytować. To błędne koło. Jeśli ofiara – dajmy na to – doznaje rozstroju zdrowia, mobber może łatwo podważyć jej wiarygodność, podnosząc kwestię leczenia psychiatrycznego. A jeśli dla odmiany stres nie przekłada się negatywnie na zdrowie, to oprawca przekonuje sąd, że do żadnego nękania nie doszło, bo przecież człowiek jest zdrowy. Ofiarę bardzo łatwo nękać też prawnie.

Powiem na swoim przykładzie. Mój oprawca wytoczył mi w sumie siedem postępowań: sprawę karną o pomówienie, drugą sprawę karną o fałszywe oskarżenie, trzecią sprawę karną – we współpracy z ministerstwem – o oszustwo, dwie dyscyplinarne w samorządzie radcowskim, toczące się na podstawie procedury karnej i dwie dyscyplinarne w resorcie. Na szczęście wszystkie sprawy kończą się po mojej myśli, ale część jest jeszcze w toku. Trzeba nie lada determinacji, żeby po drodze się nie poddać.

Jak Pani sobie z tym radzi?

– Po prostu walczę o sprawiedliwość w słusznej sprawie, o ochronę zdrowia i życia ludzkiego, o godność ludzką i z tej walki staram się czerpać siłę. Chcę swoją traumę przekuć w coś pożytecznego.

Chcę pomagać ludziom, którzy padli ofiarą nękania. Tak olbrzymie i traumatyczne doświadczenie nie może pójść na marne. Skoro ja przez to przechodzę, to mogę pomóc wielu ludziom również przez to przejść tak, aby to oprawca został ukarany, a nie ofiara.

Dodatkowo zamierzam zrobić doktorat z prawa pracy. Tematem mojej pracy będzie właśnie mobbing, a w szczególności to, jak jest obecnie i jak powinien być opisany w kodeksach. Po swoich przejściach czuję się w tej dziedzinie ekspertem.

GoWork.pl to największy serwis internetowy w Polsce zawierający opinie o pracodawcach, znajduje się w nim 3,5 mln komentarzy pracowników o firmach. Portal odwiedza ok. 5 mln osób miesięcznie. Szef serwisu Adam Kosieradzki kilka miesięcy temu zainicjował akcję „Zero tolerancji dla mobbingu, krzyku, płaczu w firmie”, która ma służyć poprawie funkcjonowania polskich firm. Zwrócił się z apelem do pracowników o zgłaszanie wszystkich przypadków mobbingu i poniżania w miejscu pracy. GoWork gwarantuje sygnalistom anonimowość i w razie potrzeby – także pomoc prawną.

Wygrana życia?

W kwietniu br. resort zdrowia umieścił na swoich stronach treść przeprosin dla byłej pracownicy za mobbing. Joanna Koczaj-Dyrda prawomocnie wygrała proces z Ministerstwem Zdrowia dotyczący nękania i poniżania przez przełożonych. Resort na mocy decyzji sądu musi ją przeprosić i wypłacić ponad 80 tys. zł odszkodowania – informuje money.pl.

„Ministerstwo Zdrowia przeprasza Panią Joannę Koczaj-Dyrdę za naganne zachowania, których doznawała w pracy od Dyrektora Generalnego Ministerstwa Zdrowia Pana Marcina Antoniaka w okresie od 4 lutego 2014 r. do 30 lipca 2015 r., w szczególności za naruszenie jej godności, dobrego imienia oraz reputacji zawodowej” – brzmi komunikat MZ.

Molestowanie seksualne a mobbing

Karolina Sikorska        04 listopada 2019        Komentarze (0)

Molestowanie jest jedną form dyskryminacji – ze względu na płeć. Zawiera w sobie nieakceptowane zachowania o podłożu seksualnym, które naruszają godność osoby molestowanej. Towarzyszyć im może zastraszanie, upokorzenie, wrogość czy agresja. Mogą przejawiać się w zachowaniach werbalnych bądź niewerbalnych.

Do przejawów molestowania należą takie zachowania jak: niestosowne uwagi dotyczące ubioru, wieku, lubieżne spojrzenia, dotykanie, gesty o charakterze seksualnym. Może to być równie składanie dwuznacznych propozycji, dopominanie się o gratyfikację w formie czynności seksualnych, demonstrowanie treści i charakterze seksualnych. Przykładem molestowania może być powieszenie w gabinecie przełożonego kalendarza z kobietami w strojach topless.

Molestowanie seksualne może być związane z dewiacjami seksualnym i być zapłonem do innych form przemocy seksualnej. Osoby molestujące często charakteryzują się osobowością narcystyczną i stawiają się ponad prawem, jak i moralnością. Należy podkreślić, że molestowanie w psychice sprawcy to cykl dewiacyjny. To sekwencja myśli, które się zazębiają, uczuć i zachowań, które są w kulminacyjnej fazie w trakcie nadużycia seksualnego. Sprawcy z reguły nie ograniczają się do jednorazowego incydentu.

Molestowanie może przybierać dwie formy:

  • szantaż seksualny – gdy między ofiarą a sprawcą są relacje zależnościowe (szef – pracownik). Awans lub zatrudnienie zależy wówczas od spełnienia prośby o charakterze seksualnym.
  • stwarzanie przyjemnych warunków w pracy – w tym przypadku osobą molestującą może być nie tylko przełożony, ale także współpracownik.

Konsekwencje molestowania dla ofiary

Konsekwencje nadużyć seksualnych znajdują odzwierciedlenie w psychice ofiary. Uraz seksualny może utrzymywać się bardzo długo. Nawet wiele lat po zaprzestaniu molestowania i przerodzić się w objawy stresu pourazowego.

Mogą pojawić się problemy z zaufaniem do innych, bliskością, a także nadmierna podejrzliwość bądź lęk w kontaktach intymnych. Występuje także obniżona samoocena, wzbudzanie w sobie winy za to, co się wydarzyło czy poczucie wstydu. Elementem charakterystycznym może być odczuwanie nieczystości. To również są skutki, jakie mogą dotknąć osobę molestowaną. Zdarza się również tak, że ofiara mimo krzywdy jakiej doznała, musi uporać się z upokorzeniem ze strony innych. Bywa wykluczona społecznie czy etykietowana. Warto wówczas skorzystać z psychoterapii. Ma ona na celu powrót do równowagi psychicznej, jak i zrozumienie tego, co się wydarzyło i zdjęcie z ofiary odpowiedzialności.

Przepracowanie traumy, co jest często spotykanie przy tego typu nadużyciu, należy rozpocząć jak najszybciej. Nieprzepracowanie traumy może skutkować zaostrzeniem się PTSD (zespół stresu pourazowego). Codziennością bywa depresja, destrukcyjne zachowania, nadmierne spożywanie alkoholu by uśmierzyć ból psychiczny, wyniszczającymi myślami i zachowaniami.

Pojawiają się również niekontrolowane zachowania w stosunku do najbliższego otoczenia. Do charakterystycznych objawów PTSD zaliczamy: przeżywanie na nowo stresora. Co za tym idzie unikanie sytuacji, które mogą wywołać stresor, bezsenność, depresję, myśli samobójcze, nadużywanie substancji psychoaktywnych. Jest też nadmierna czujność, izolacja od innych ludzi.

Molestowanie w sądzie

Ofiary molestowania często nie zgłaszają tego faktu wymiarowi sprawiedliwości. Boją się spotkać ze sprawcą w sądzie, chcą uniknąć konfrontacji i ponownego odtwarzania złych zdarzeń, boją się także utraty pracy.

Trudno jest udowodnić molestowanie czy mobbing. Zwłaszcza, jeśli nie ma świadków lub nie chcą zeznawać w sądzie, w obawie przed utratą pracy. Jednakże to, czy sprawca poniesie odpowiedzialność za swoje czyny, nie powinno mieć wpływu na chęć pomocy samym sobie. Przeciwnie powinno determinować zwrócenie się o pomoc do specjalisty.

Kobra i Saper 🙂

Społeczne konsekwencje mobbingu

Karolina Sikorska        02 listopada 2019        Komentarze (0)

Najczęściej, kiedy mówimy o mobbingu, widoczne są skutki u osoby go doświadczającej. Jednakże prócz cierpienia ofiary mobbingu, cierpieć może również organizacja.

Mobber chroni zakład pracy, aby informacje z wewnątrz nie wyszły poza ramy zakładu. Albowiem, gdy tylko informacje o występowaniu tego zjawiska w firmie dotrą na zewnątrz, przedsiębiorstwo stopniowo zacznie tracić dobrą reputację. Może dojść do poważnego naruszenia jej wizerunku.

Skutkiem złej opinii na rynku mogą być problemy z pozyskaniem nowej kadry w przyszłości. Dobrzy pracownicy nie będą rozpatrywać ofert pracy w tej organizacji. Z kolei pozyskanie niedoświadczonych pracowników wiąże się z dodatkowymi kosztami szkoleń i zmniejszoną efektywnością ich pracy na początku. Warto wspomnieć o portalu „Go work”, który gromadzi dane o nierzetelnych pracodawcach. W tym takich, u których dochodzi do występowania mobbingu w pracy.

Przykładowo pisali o urzędniczce Ministerstwa Zdrowia, która będąc nękaną w pracy, wytoczyła powództwo o zadośćuczynienie. Godne podziwu jest wygranie tej sprawy.

Jednym z głównych skutków mobbingu w organizacji jest korzystanie ze zwolnień lekarskich przez mobbowanych pracowników. Zmniejszają one wydajność pracy i powodują nierównomierne jej rozłożenie pomiędzy pracowników. Powoduje to frustracje i niezadowolenie całej załogi.

Indywidualne konsekwencje mobbingu

Zjawisko mobbingu ma odzwierciedlenie w braku motywacji pracownika, mniejszej efektywności wykonywanej pracy, ja i w zwolnieniach lekarskich. Dochodzi do podejmowania decyzji o zmianie pracy czy nawet myślami samobójczymi.

Początkowo objawy mogą ograniczać się do złego samopoczucia, zmęczenia, problemów z zasypianiem i koncentracją.

Aby uśmierzyć objawy ludzie sięgają po alkohol, środki uspokajające czy nasenne. Występują również niekontrolowane emocje. Daje się zauważyć agresję w stosunku do współpracowników, która może być wołaniem o pomoc. Wtedy, gdy nikt nie reaguje na krzywdę ofiary.

Najbardziej uciążliwymi skutkami mobbingu jest obniżona samoocena i poczucie wartości w kontekście zawodowym. Osobie o słabszej kondycji psychicznej, czy mało odpornej na stres i podatnej na wpływy z otoczenia, może być bardzo trudno będzie odbudować pozytywny obraz siebie.

Najlepszą formą pomocy osobie doświadczającej mobbingu są spotkania z psychologiem czy psychoterapeutą. Będą miały na celu przepracowanie przykrych zdarzeń, odbudowanie własnej wartości i wypracowanie mechanizmów obronnych na przyszłość.

W naszej Kancelarii oferujemy pomoc psychotraumatologa, aby poradzić sobie z Zespołem Stresu Pourazowego (PTSD). Jak również coacha, który pomaga na przyszłość uniknąć doświadczeń związanych z mobbingiem.

Zapraszamy!

Cierpienie ofiary mobbingu

Karolina Sikorska        31 października 2019        Komentarze (0)

Mobbing w psychologii

Mobbing w psychologii, określany jest jako zjawisko ze sfery komunikacyjnej. Jest to wroga, zła i nieetyczna komunikacja między jednym pracownikiem lub grupą pracowników a innym, który stał się celem ataków. Takie zachowania występują często i przynajmniej przez pół roku. Skutkiem tego zjawiska jest psychiczne, psychosomatyczne i społeczne cierpienie ofiary.

Mobbing może być czynny realizowany przez obarczanie pracownika zbyt dużą ilością obowiązków i odpowiedzialnością.

Może być także mobbing bierny, przejawiający się w lekceważeniu pracownika, czy też niewydawaniu mu poleceń.

Syndrom sztokholmski

Mobbing wg Heinz’a Leymann’a

Zdaniem Heinz’a Leymann’a, mobbing posiada szczegółowe cechy, które pozwalaną go rozpoznać.

Ułożył je w 5 grup, co daje jednocześnie 45 cech pozwalających zidentyfikować zjawisko mobbingu:

Czytaj dalej >>>

Wygrana w sprawie o mobbing

Karolina Sikorska        30 października 2019        Komentarze (0)

Nauczycielka z Łodzi wygrała proces, który wytoczyła Szkole Podstawowej nr 40. Domagała się odszkodowania za mobbing ze strony dyrekcji placówki. Sąd przyznał kobiecie 25 tys. zł. Wyrok nie jest prawomocny. Jeśli nabierze mocy prawnej, będzie to kolejny taki przypadek w tym regionie.

„25 tys. zł tytułem zadośćuczynienia za mobbing z ustawowymi odsetkami za opóźnienie od dnia 6 lipca 2017 r.” – tyle ma zapłacić nauczycielce Szkoła Podstawowa nr 40 w Łodzi. Wychowawczyni młodszych klas pozwała tę placówkę o mobbing. W poniedziałek o wyroku Sądu Rejonowego dla Łodzi-Śródmieścia poinformował nas sędzia Paweł Sydor, rzecznik Sądu Okręgowego w Łodzi.

Proces rozpoczął się ponad pół roku temu. Według nauczycielki, jej kłopoty zaczęły się, gdy została poproszona przez dyrektor szkoły o przedstawienie opinii w sądzie. Opinia ta miała pomóc ojcu jednego z uczniów w sprawie rozwodowej (mężczyzna jest krewnym dyrektor szkoły). Nauczycielka twierdzi, że odmówiła i wtedy zaczął się mobbing, m.in. nadmierna kontrola, zbyt częste wizytacje, pouczenia i wydawanie niepotrzebnych poleceń.

Dyrektor SP nr 40 zaprzeczała tym zarzutom twierdząc, że sprawowała tylko niezbędny nadzór nad pracownikiem.

Nauczycielka w czasie procesu korzystała z długotrwałego zwolnienia lekarskiego. Podczas kolejnych rozpraw sąd przesłuchiwał m.in. innych pedagogów z SP nr 40 i rodziców uczniów. Część rodziców domagała się odwołania dyrektorki przez Urząd Miasta Łodzi, chociaż w podstawówce była też grupa jej gorących zwolenników. Jednak przed wakacjami dyrektorka przegrała w UMŁ konkurs, którego stawką była jej reelekcja.

Szkołą na osiedlu im. Montwiłła-Mireckiego od września kieruje nowy dyrektor. Ale sprawa byłej dyrektorki może obciążyć budżet Łodzi. Pozwana podstawówka jest bowiem placówką samorządową.

– Mecenas prowadzący sprawę wystąpił o pisemne uzasadnienie wyroku. Dopiero po jego otrzymaniu zapadnie decyzja o ewentualnym odwołaniu – poinformowała nas wczoraj Monika Pawlak z biura prasowego UMŁ.
Urzędnicy magistratu nie chcieli wczoraj odpowiedzieć na pytanie, czy magistrat podejmie kroki prawne w celu odzyskania kwoty odszkodowania, jeśli urząd je zapłaci (w przypadku gdy nie zdecyduje się na odwołanie od wyroku lub jeśli sąd drugiej instancji podtrzyma wyrok).

Najbardziej znana sprawa związana z mobbingiem w oświacie w naszym regionie przeszła przez dwie instancje sądu pracy w Piotrkowie Trybunalskim. Prawomocnym wyrokiem z 2015 r. przyznał on 10 tys. zł odszkodowania sekretarzowi tamtejszej SP nr 10. Jej dwie dyrektorki dopuściły się działań mobbingowych w postaci krytykowania wykształcenia, ubioru, wyglądu, a nawet tego… co je zatrudniona jako sekretarz kobieta.

Artykuł ze strony Dziennika Łódzkiego.

Nauczycielce serdecznie gratuluję. Wiem, że na tamtym terenie mają bardzo dobrych specjalistów – biegłych sądowych, co usprawnia postępowania.